Please disable Ad Blocker before you can visit the website !!!

Papugarnia Carmen, czyli ptaki w zasięgu ręki

by Mirella   ·  9 lat ago  
Kto jest z nami dłużej, ten wie, że urodzinowe wycieczki Duśki, to taka nasza mała doroczna tradycja. Nie jest to coś wielkiego, ale staramy się znaleźć ciekawe miejsca, do których można zabrać dziecko. W tym roku wybór padł na Papugarnię.

Dlaczego Papugarnia? Tak naprawdę przez przypadek. W planach była Stacja Muzeum, czyli dawne Muzeum Kolejnictwa, ale niestety okazało się, że w niedziele jest nieczynne. No i zonk, bo wszystko już zaplanowane, przygotowane, a tu nagle nie ma po co jechać. Na szczęście wujek G. jest niezwykle pomocny i szybko znalazł inne miejsce, które w niedzielę jak najbardziej jest otwarte na gości.

Papugarnia, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce, gdzie mieszkają papugi. Dosłownie tak, wchodzimy do domu papug. Papugi są wszędzie. Duże i małe. Przepiękne. Latają między ludźmi, siadają na głowach, szczególnie interesują je okulary i wszelkie świecące ozdoby. Ponoć kradną spinki do włosów. Duśka miała duże, kolorowe motyle, więc na wszelki wypadek jej zdjęłam. Inni rodzice robili podobnie.

Papugi są oswojone, nie atakują, nie robią krzywdy. Można je karmić, brać na ręce, sadzać na ramieniu i cieszyć ich bliskością. A są naprawdę słodkie. Godzina w Papugarni zleciała niczym pięć minut.

W Papugarni obowiązują konkretne zasady:

– Karmimy tylko zakupioną w kasie karmą i tylko małe papugi. Podejrzewam, że te duże mogłyby nam niechcący zrobić krzywdę, dlatego lepiej nie wyciągać do nich ręki. Małe są naprawdę delikatne.

– Patrzymy pod nogi, żeby czasem nie zdeptać żadnego ptaka. Co prawda żadnego na podłodze nie widziałam, ale może to dlatego, że w niedzielę było naprawdę dużo ludzi.

– Zdejmujemy wszelkie ozdoby, bo papugi kradną.

– Zdjęcia robimy bez flesza.

– Przed wejściem i po wyjściu dezynfekujemy ręce specjalnym płynem.

Za pierwszym razem człowiek się stosuje… Za drugim będę mądrzejsza. Ponieważ w Papugarni ludzi było więcej niż papug, obowiązywała ostra konkurencja. Kto miał na sobie coś świecącego, wygrywał. Papugi same do niego leciały. Furorę robiły szczególnie męskie zegarki ze złotymi bransoletami i okulary w świecących oprawkach. Papuga jak sroka – leci do tego, co się błyszczy.

Niestety papugom spodobała się moja bluzka. Kurcze, do głowy mi nie przyszło, że wybierając się do ptaków, czegoś takiego nie powinnam zakładać. Maleńkie, przezroczyste kuleczki naszyte na bluzkę potraktowały jak pokarm i uparcie chciały zjeść. Silne są, powiem wam. Musiałam naprawdę uważać, żeby mi tego dziadostwa z bluzki nie zjadły. I nie, żeby mi jakoś bluzki było szkoda, bałam się, że papugi się udławią, to jednak nie służy do jedzenia.

Pierze papuzie niestety jest uczulające. Odczułam to na własnej skórze zaraz po tym, jak pozwoliłam ślicznej zielonej papużce poskubać moje okulary i przy okazji ocierać się o policzek. Jak to swędzi!!! Do tej pory wiedziałam, że jestem uczulona na sierść psów i królików. Teraz doszły papugi. I od razu wam powiem, że chociaż to podobno w parze idzie, kocia sierść mnie nie uczula.

Paugarnia mieści się w Warszawie przy Al. Jerozolimskich 200, wejście od ulicy Łopuszańskiej. Czynna jest codziennie, także w długie weekendy i święta. Jednak pracownicy Papugarni zgodnie twierdzą, że najlepiej przyjść w dzień powszedni w godzinach rannych, kiedy ludzi jest mało, a ptaki wygłodzone po nocy.

Najdroższy bilet kosztuje 19 zł. Przewidziane są zniżki oraz specjalne bilety rodzinne. Za dwie osoby dorosłe, jedno dziecko i dwie karmy zapłaciliśmy 48 złotych. Czy warto? Zdecydowanie tak!  Duśka już planuje następną wizytę.

Zdjęcia: Mirella

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w Papugarni Carmen w Warszawie

 

Artykuł pochodzi z tej strony.