Please disable Ad Blocker before you can visit the website !!!

„Ikona mody” z Angeliną Jolie otworzy 19. Mastercard OFF CAMERA. Rozmawiamy z reżyserką Alice Winocour

by Redakcja   ·  5 godzin ago  
thumbnail

O współpracy z Jolie, kulisach pracy z domem mody Chanel, brutalnym świecie mody i jej osobistych doświadczeniach z nowotworem piersi rozmawiamy z reżyserką filmu i laureatką Cezara, Alice Winocour.

Daria Sienkiewicz: W filmie łączysz raczej nieprzystające do siebie tematy: nowotworu piersi i świata mody. Jak doszło do tej nieoczywistej fuzji?

Alice Winocour: Pomysł połączenia tych dwóch światów rzeczywiście nie jest klasyczny, ale to coś, co przydarzyło mi się naprawdę. Gdy usłyszałam diagnozę nowotworu piersi mieszkałam w dzielnicy, w której wielu młodych projektantów i artystek prezentowało swoje prace w galeriach podczas tygodnia mody. Pewnego dnia, wychodząc ze szpitala po leczeniu, przeszłam obok tłumu czekającego przed jedną z kamienic. Byli tam ludzie z całego świata, modele i modelki, influencerzy, stylistki. Szaleństwo. Zobaczyłam wśród nich młodą kobietę z Sudanu Południowego wpatrujacą się w mapę. Wydawała się całkowicie zagubiona. Wyglądała jakby pochodziła z innego świata, jak się później okazało, że świata wojny. Momentalnie poczułam z nią silną więź, bo sama miałam wrażenie, że znajduje się w środku wojny – oczywiście w przypadku raka ta wojna toczy się wewnątrz ciebie, ale to jest realny konflikt, bo wrogiem jest twoje własne ciało. To uczucie popchnęło mnie do rozmowy, postanowiłam dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Tak właśnie narodziła się „Ikona mody”.

Postać reżyserki filmowej mającej nowotwór piersi mocno koresponduje z doświadczeniami Angeliny Jolie, która w 2013 roku poddała się prewencyjnej, podwójnej mastektomii. Jak doszło do współpracy z Angeliną? Czy miałaś poczucie, że otworzyła się przed Tobą, dzieląc się czymś naprawdę osobistym?

Tak, absolutnie, choć zaczęło się przecież od tego, że napisałam scenariusz inspirowany moim własnym życiem, projektując siebie w postaci Maxine (Angelina Jolie), ale także w postaciach modelki Ady (Anyier Anei) i makijażystki Elli (Ella Rumpf), która stawia pierwsze kroki w pisaniu. Gdy tekst był już gotowy, musiałam znaleźć odpowiednią obsadę, ponieważ dla mnie to było coś więcej niż zwykły film, to była część mojego życia. Potrzebowałam kogoś, kto byłby tak samo zaangażowany w sprawę. Na początku w ogóle nie myślałam o Angelinie. W którymś momencie wpadła mi do głowy, bo przypomniałam sobie, że jej matka i babcia zmarły na raka. Ona sama była obciążona genetycznie, przeszła podwójną mastektomię, więc przeżyła tę traumę na własnym ciele. Wysłałam jej scenariusz, a ona zareagowała na niego bardzo emocjonalnie i entuzjastycznie, bo czuła, że wiele łączy ją z postacią Maxine. Sama jest przecież reżyserką, nie miała raka, ale była z nim oswojona i także znalazła się w sytuacji, w której musiała opowiedzieć o zabiegu swoim córkom. Myślę, że była bardzo szczęśliwa, że może podzielić się tym filmem z innymi kobietami. W idei pokazywania swoich blizn światu było coś politycznego.

Kadr z filmu "Ikona mody"

Angelina obnaża się w tym filmie zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.

Na planie była bardzo otwarta i przyjazna atmosfera. Wszyscy byliśmy równi, Angelina nigdy nie dała po sobie odczuć, że jest ogromną gwiazdą. Chodziło trochę o pokazanie kobiety, która stoi za ikoną Angeliny Jolie. Byłam więcej niż szczęśliwa i poruszona, że tak bardzo otworzyła się w tym filmie, pokazała nam swoją wrażliwość. To nie tylko kwestia bycia nagą fizycznie i pokazywania piersi, a odsłonięcia swojej duszy światu. Ona naprawdę to zrobiła.

Jak na film zareagowała widownia?

Seanse, w których uczestniczyłyśmy były dla nas bardzo poruszającym doświadczeniem. Widzki przychodziły do nas i mówiły: „To jest moje życie, to jest to, czego doświadczyłam”. Z tych spotkań płynęły słowa: „Jeśli też przeżyłaś coś podobnego, nie jesteś sama, jesteśmy w tym razem”.

Myślę, że Twój film naprawdę może zachęcić kobiety do badania się. Wokół nowotworów „kobiecych” wciąż istnieją różne tabu, przez co wiele kobiet po prostu boi się pójść do lekarza. Traktujesz „Ikonę mody” jako swoistą misję?

Tak. Myślę też, że wobec nowotworu piersi jest dużo strachu. Widzę to w oczach kobiet, kiedy o nim mówią. Ale czasami nawet gorsze niż sama choroba jest sposób, w jaki społeczeństwo, w dużej mierze mężczyźni, postrzega ludzi mających na raka. Wielu zapomina, że kiedy przechodzisz przez te naprawdę trudne doświadczenia w życiu nadal pozostajesz kobietą. To nie jest tak, że twoja tożsamość sprowadza się tylko do choroby. Masz tak wiele innych aspektów w życiu: swoją pracę, seksualność, pasje, pragnienia, dzieci itp. Podczas walki z chorobą ludzie często patrzą na ciebie tak, jakbyś była tylko chora albo potencjalnie martwa. To jest swego rodzaju przemoc, która bywa bardziej brutalna niż wszystkie chemioterapie i kuracje razem wzięte. Nie chciałam też, żeby „Ikona mody” została zaszufladkowana jako film o nowotworze. Zaczyna się jak bardzo klasyczna opowieść o chorobie z wielką hollywoodzką gwiazdą, a potem idzie w zupełnie inną stronę. Bo tak naprawdę jest to obraz celebracji życia oraz wszystkich kobiet, które mijają się gdzieś na ulicy nieświadome łączących ich przeżyć.

Trudno go również zaszufladkować jako film o modzie.

O to mi chodziło, bo „Ikona mody” tak naprawdę nie jest o modzie, to metafora świata, w którym ukrywamy na co dzień swoje rany, udając, że wszystko jest perfekcyjne. A za tym teatrzykiem kryje się wiele blizn. Prawdziwy temat to ciało kobiety w różnych wieku – dwudziestolatki, trzydziestolatki, czterdziestolatki. To właściwie filmowy autoportret, bo w postaciach Maxine, Ady i Angèle kryję się ja w różnych etapach życia. Gdy miałam 20 lat wahałam się między studiami prawniczymi a scenariopisarstwem. Nie byłam pewna, czy chce wchodzić w świat filmu, tak samo jak Ada nie jest przekonana, czy branża modowa jest spełnieniem jej marzeń. W wieku 30 lat próbowałam pisać. Ludzie mówili mi wtedy, że powinnam to robić inaczej. Trudno było mi znaleźć własny głos. Mając 40-tkę dowiedziałam się o chorobie i musiałam nauczyć się z nią żyć, zupełnie jak Maxine. To mój najbardziej osobisty film, zrobiłam go, by celebrować życie, by pomóc sobie przejść przez ten trudny czas. Na końcu mamy scenę, w której ludzie krzyczą. To okrzyk radości i strachu, a także oznaka życia. Celem „Ikony mody” było zostawienie śladu. Mam szczerą nadzieję, że pomoże innym kobietom.

Kadr z filmu "Ikona mody"

Oglądając Twój film, doszłam do wniosku, że nowotwór jest jak egzamin, do którego nie można się w pełni przygotować. Maxine żyje swoim życiem, planuje w głowie kolejne projekty i jest ogromnie zaskoczona, kiedy słyszy diagnozę. Podobał mi się także kontrast między światem mody, piękna i kobiecej witalności a wizją operacji i utratą piersi.

To szczególnie prawdziwe, bo jako reżyserka żyjesz w iluzji, że masz nad wszystkim kontrolę, a to nie jest prawda, szczególnie w przypadku choroby albo własnego ciała. Po tej przypadkowej interakcji ze światem mody, zaczęłam intensywnie badać tę branżę. Nie znałam jej, poza tym, że mieszkałam w dzielnicy, gdzie widziałam wiele projektantek i modeli. Mogłam osadzić tę historię w świecie kina, który przecież dobrze znam, ale dla mnie ciekawsze było odkrywanie nowych scenerii. Chciałam podejść do tego w dokumentalny sposób. Odkryłam, że w tym wszystkim chodzi tak naprawdę o kruchość życia i naszej korporalności. W centrum fabuł stoi osoba, która uświadamia sobie, że życie jest bardzo krótkie. Spędziłam półtora roku za kulisami najważniejszych pokazów mody. Przez miesiące obserwowałam kobiety i mężczyzn bardzo intensywnie pracujących na pokaz, który koniec końców trwał maksymalnie 10 minut. Pomyślałam wtedy, że to metafora przemijania, ulotności czasu. W tym tragizmie jest piękno, w pięknie tragedia. Taki był cel tego filmu – pokazać kontrast między urodą, witalnością a śmiercią.

Na ekranie pojawia się też postać szwaczki, która przez tygodnie cierpliwie naszywa na sukienkę kolejne elementy. Gotową kreację na końcu założy na siebie Ada.  Czułam, że w pewien sposób oddajesz hołd kobietom pracującym w tej branży. To bardzo czasochłonna robota, często niedoceniana, również finansowo. Ona ślęczy nad tym projektem godzinami, a ludzie, którzy zobaczą jej suknię na wybiegu, nie będą myśleć o niej, a o modelce i projektancie.

Tak, chciałam pokazać, że za perfekcyjnymi obrazami mody, które widzimy wszędzie – na lotniskach, na ulicach – stoją konkretne kobiety. Świat modowy jest odbiciem naszego świata. Pragnęłam więc zobaczyć, kto kryje się za tymi wszystkimi fotografiami i projektami. Kim była kobieta na zdjęciu? Jaka była jej historia? Jaka była jej dusza? Kim była dziewczyna, która robiła makijaż? Kto uszył kreację? Wszystkie historie w filmie są prawdziwe, np. do każdej sukni Chanel doszywa się ludzki włos na znak szczęścia. To tradycja w paryskich atelier, bo dla tych szwaczek suknia reprezentuje historię miłosną, jest jak towarzysz, z którym żyją całymi miesiącami. „Ikona mody” jest też o transformacji. Bohaterki filmu przechodzą trudne momenty, funkcjonują w trybie przetrwania. Spodobał mi się pomysł, że suknia rozwija się jak ciało. Na końcu jest zniszczona i przemoczona, jak życie. Ten obraz był skorelowany z ciałem Maxine, które nagle stało się zagrożone.

W twoim filmie ujęły mnie te krótkie, czasami przypadkowe spotkania między kobietami. Przykładowo: niewinny small talk z makijażystką, który daje modelce siłę i nadzieję, kiedy jest zestresowana przed pokazem. Co najbardziej zaskoczyło Cię podczas researchu branży modowej i relacji pracujących w niej kobiet?

Oczywiście jest to trudny, często brutalny świat. Widzimy, kiedy Ada, w którą wciela się modelka Anyier Anei, przychodzi do mieszkania i spotyka się z dość chłodnym przyjęciem ze strony innych dziewczyn. Są trochę zazdrosne, że będzie otwierać pokaz i gra w filmie promującym markę. Nie chciałam pokazać, że to idealny świat, ale wielokrotnie widziałam kobiety wspierające się nawzajem. Myślę, że modeling mówi nam wiele o współczesnym świecie. One mają często trudne życia, nie są tylko ładnymi dziewczynami, wiele przeszły, są odporne, nawet jeśli nie pochodzą ze stref wojny. Julia Ratner – ukraińska modelka – gra de facto siebie, jej sytuacja oraz Ady pochodzącej z Sudanu są najbardziej ekstremalne. Ale większość poznanych przeze mnie modelek ma raczej trudne życie. Nie miały normalnego dzieciństwa, bo podróżują po świecie od czasów nastoletnich. Dla nich wypad do Chin na kontrakt jest dla nas jak wyjście do supermarketu (śmiech). Nie są jeszcze dorosłe, ale wiedzą dużo o świecie, podróżowały więcej niż inni ludzie. Chciałam dać głos tym kobietom, by nie były traktowane tylko jako ciała bez głosu.

W filmie nie ma za wielu mężczyzn. Mamy postać Antona (Louis Garrek), operatora pracującego z Maxine oraz lekarza (Vincent Lindon) opiekującego się bohaterką w Paryżu. Według mnie obaj są dosyć wyrozumiali i wspierający. Zależało Ci na tym, aby pokazać ich w dobrym świetle?

Podczas seansów z Q&A słyszałam różne głosy z widowni. Niektórzy wytykali Antonowi i Dr Laurentowi, że to mężczyźni, którzy mówią kobiecie, co ma robić z własnym ciałem. To poniekąd prawda. Lekarz walczy o jej życie, ale jest przy tym brutalny, musi nią trochę potrząsnąć. Jeśli chodzi o Antona, to bardzo chciałam sportretować historię miłosną w czasie choroby, pokazać, że między życiem a śmiercią zmienia się perspektywa, bo nie wiesz, ile czasu ci zostało. Może gdyby Maxine nie miała nowotworu to nic, by się między nimi nie wydarzyło. W filmie jest też scena intymnego zbliżenia. Napisałam ją jako celebrację ciała Maxine przed operacją. To ostatni raz, gdy uprawia seks przed utratą piersi. Angelina nie lubi takich scen odkąd ma dzieci i niechętnie je robi, ale ten film był dla niej wyjątkowy. To było także przesłanie dla mężczyzn, chciałam, aby weszli w buty bohaterki.

Podoba mi się scena, w której Maxine bez ogródek proponuje Antonowi seks. On jest zaskoczony jej śmiałością, to bardzo zabawne.

Tak, a najlepsze jest to, że on naprawdę ją widzi. W końcu patrzy na świat jako operator, dostrzega jego wszystkie światła i cienie. Posiada wyjątkową perspektywę, dlatego mogą się połączyć. Ich relacja jest mieszanką nieporozumień i czułości. Scena kupowania wspólnie maszynki do golenia jest romantyczna, choć bardzo smutna. Myślę, że to dopiero początek ich historii.

Czy chciałabyś w przyszłości nakręcić film dla domu mody, tak jak zrobiła to Maxine?

Dlaczego nie? To, co zrobiłam z Chanel było wyjątkowe. Od początku bardzo wspierali ten projekt – otworzyli drzwi do swojego atelier haute couture, pozwolili mi być z nimi za kulisami pokazów, zadawać pytani. Wszystko, co widzimy w filmie jest prawdziwe, włącznie z ich charakterystycznymi krętymi schodami. Potem zgodzili się na zdjęcia w ich siedzibie – nigdy wcześniej nie kręcono tam fabuły. Pracowniczki Chanel szkoliły nasze aktorki, również występując z nimi na ekranie. Myślę, że byłabym szczęśliwa, robiąc coś dla tej marki.

Więcej na tej stronie.